Codzienność we Francji

Praca we Francji – ustalmy poziom ekscytacji

13 maja 2016

Nigdy nie bylem osobą, która łatwo odnajduje się wśród obcych ludzi, szczególnie jeśli chodzi o oficjalne, profesjonalne relacje. Z biegiem lat nauczyłem się żyć w polskiej wersji zawodowych interakcji. Wiecie te -„cześć”, „dzień dobry”, kawki herbatki itp. Nigdy nie lubiłem „small talkow”, czy innego badziewia, które tylko przeszkadzało mi w pracy i sprawiało, że czułem się całkowicie wyobcowany odgrywając moja małą role rozmawiając z tymi wszystkimi ludźmi, którzy byli mi całkowicie obojętni… Na znalezienie osoby, z którą naprawdę się dogaduje raczej nie liczyłem. Myśląc o przeprowadzce do Francji zastanawiałem się do jakich relacji zostanę pośrednio zmuszony pracując w tym kraju. Te bezpłciowe rozmowy o niczym są dobijające i myślałem zawsze kiedy się to skończy, unikając ludzi którzy po prostu nie potrafią zakończyć konwersacji kiedy powinni.

Pierwsze co tknęło mnie tutaj to wymuszone uśmiechy ludzi z agencji załatwiającej mi prace. Wiecie tej agencji, która to niby jest super-extra, a jej jedynym celem istnienia jest obejście części praw przysługującym bezpośrednio zatrudnionym pracownikom oraz płacenie trochę mniej niż powinni. I tak, pierwszym dziwactwem są te uśmiechy, tak sztuczne, że aż ciężko się nie roześmiać. Z drugiej strony łatwo tutaj ocenić ludzi, obserwując ich z boku. Dość jasno widać kto robi to bo chce, a kto bo otoczenie go zmusza.

O ile w Polsce umiejętności miękkie są istotne i chodzi bardziej o to, czy ktoś będzie w stanie poprawnie funkcjonować wśród współpracowników, to tutaj zrobiono z tego jakiś żart. Mam całkiem interesujące CV i lubię moja prace, wręcz należę do tej grupy ludzi, którzy mogliby pracować nawet i za darmo, bo po prostu praca jest naszą pasja. To przeważnie wystarczało do przekonania head hunterów…

Mam taką opowieść, której zawsze używam podczas rozmów. Opowiadam o tym jak bylem jeszcze dzieciakiem i biegałem po Skierniewickich blokach, kładąc dziesiątki metrów kabla koncentrycznego, budując moją pierwszą sieć. Pierwszy raz spotkałem się z tym, że ta historyjka nie wystarczyła… Otóż osoba z agencji stwierdziła, że podczas rozmowy nie wykazywałem dość entuzjazmu, zadowolenia, ekscytacji (?) nową pracą… Chyba dawno się tak nie zdziwiłem. Odbieram telefon i słyszę coś w stylu: „Pana pracodawca jest bardzo zadowolony z CV. Rozmowa poszła Panu bardzo dobrze. Pokonał Pan innych kandydatów i chcieliby Pana zatrudnić, ale według nas nie wykazał Pan dość entuzjazmu podczas rozmowy, wiec odbędą się jeszcze dwa spotkania, tylko w celu bliższego poznania Pana nastawienia do nowej pracy…”.

…Ku***…

Jestem adminem… od paru lat moim celem zawodowym była praca w dużych środowiskach. Ta praca była spełnieniem tych ambicji. Sześć tysięcy serwerów… od dawna tego chciałem i to im powiedziałem… Tylko byłem tym za mało wizualnie i werbalnie podekscytowany…. Ostatecznie tymi pseudo uśmiechami musiałem pokazać ekscytację. Odgrywając scenkę gębą pełną frazesów jak to jestem zachwycony tym, że będę pracować. Nigdy nie czepiałem się HR, stwierdzałem, że takie działy są potrzebne i coś tam sobie dłubią tworząc jakieś potworki przeszkadzając „technicznym” w pracy, ale może inni pracownicy to lubią. Tutaj chyba pierwszy raz zobaczyłem przegięcie dla samego przegięcia.

You Might Also Like